Zdziwiona Jakiś czas temu jechałem pociągiem z Radomia do Katowic. Podróż jak podróż. Małe miasto. Krótki skład. Nic specjalnego – ani dzień, ani pociąg, ani pasażerowie. Poza jedną pasażerką. Na jednej ze stacji do naszego przedziału wpadła chmura gradowa. Młoda kobieta gwałtownie otworzyła drzwi. Bez słowa podeszłą do najdalszego kąta rzuciła obok torebkę i usiadła. Powiało chłodem. Mina na dość przeciętnej twarzy z trądzikiem jasno sygnalizowała: „bez kija nie podchodź”. Ponieważ wsiadających było niewielu już po kilku minutach pojawił się u nas konduktor. Kobieta nie odpowiedziała na powitanie tylko nie patrząc na niego wyciągnęła rękę z biletem. Po wyjściu konduktora z torebki zaczęły wyłaniać się różnego rodzaju saszetki, pomadki, pędzelki, cienie, kredki, tusze. Dziewczyna nie zwracając uwagi na podróżnych wcierała, poprawiała, malował wpatrując się w lusterko, które postawiła na stoliku. Jakieś 150 g kosmetyków później do naszego przedziału wpakował się ponownie konduktor. Chemii już nie było na wierzchu (zniknęły jakiś kwadrans wcześniej). Sumienny pracownik TLK poprosił kobietę o bilet. – Już pan sprawdzał – usłyszał w odpowiedzi. Zmieszany poprosił jeszcze raz – i był bardzo zdziwiony, że rzeczywiście bilet był już sprawdzany. Pokręcił głową i wyszedł. Wszyscy byliśmy nieco zaskoczeni. Na miejscu nie siedziała już zwykła przeciętna dziewczyna – zamiast niej była ładna kobieta z nieskazitelną cerą. Byłem w szoku. Nie spodziewałem się, że można tak zmienić twarz. Z okrągłej na pociągłą, z różowej na opaloną. Oczy, usta – wszystko było inne – wyglądało to jak magiczna sztuczka. Pomyślałem w tym momencie ze współczuciem o mężczyźnie, którego ta kobieta poślubi pewnego dnia. Z jej zaangażowania i emocji, jakie pokazała wchodząc do przedziału jasno wynikało, że nie pozwoli mu szybko zobaczyć się bez makijażu. Może dopiero po ślubie. Pewnego dnia o poranku ten mężczyzna obudzi się u boku kogoś innego niż znał. Dołączy przy tym do szerokiego grona współmałżonków kibiców piłkarskich, smakoszy piwa i kiełbasek, graczy komputerowych, czytelniczek romansów, wielbicielek seriali, aseptycznych pedantek etc. Czasami, aby coś osiągnąć pokazujemy nasz blok reklamowy. „Tak umiem programować w Javie” (Boże tylko niech tego nie sprawdzą), „znam angielski” (wszystkie rodzaje broni w CSie), „Bóg błogosławi!” (tylko musze ukryć samochód przed komornikiem), „dziękuję mam się dobrze” (wprawdzie nie umiem wstać z łóżka i boję się wyjść z domu). Lęk przed odrzuceniem sprawia, że tworzymy iluzję. Udajemy. Gramy. Zakładamy maski. Dobrze wypadamy, ale zaczynamy żyć w permanentnym lęku – że ktoś odkryje nasze długi, niekompetencję czy zmartwienia. Kiedy czytam Biblie wciąż natrafiam na pewnego faceta i zadaję sobie wiele razy pytanie – jak mogłeś to powiedzieć? Naprawdę chciałeś to zrobić? Ten facet jest na maxa autentyczny. Piotr ciągle się naraża, wciąż wpada w tarapaty – Jezus raz po raz wyciąga do niego rękę, by wyciągać go z opresji. Z łódki, z jeziora, z fałszywych wyobrażeń, z kąpieli czy w końcu z poczucia winy (Ew. Jana). Możemy w nim zobaczyć kogoś prawdziwego w odróżnieniu od dzisiejszego świata. Jest szansa by żyć inaczej. Tak jak Jezus, Piotr czy Paweł być otwarci i szczerzy. Oni nie grali i dlatego wygrali. Możemy być sobą jak oni wbrew temu co głoszą ludzie dzisiaj. Zostaliśmy pokochani tacy jacy jesteśmy, aby żyć prawdziwym a nie tylko udawanym życiem! Boisz się? Ja też. Czasami ludzie, których uważałeś za najbliższych na świecie wyjawią światu to, co mówiłeś łkając z pochylonymi ramionami. Czasami, ktoś Cię odrzuci, odsunie się lub wykpi. Przeżyłem to. Wiem jak to jest. Wiem jak to boli. Jednak nie pozwolę, aby Ci ludzie okradli mnie z prawdziwego życia. Z moich przyjaźni. Z radości. Ze smutku. Tylko dlatego, że ktoś nie okazał się wierny nie skreślę tych wszystkich cudownych ludzi dookoła mnie. Nie zacznę też udawać, aby zadowolić tych kilku ludzi. Bo jak większość z nas, ja też tęsknię za autentycznością, szczerością i bliskością w relacjach. Miejscem bez pobożnych masek. Bez tapety na twarzy. Bez nieszczerego uśmiechu. Proszę podziel się sobą z innymi. Pozwól innym otworzyć się przed tobą. Posłuchaj nas. Prześlij dalej. Zróbmy cichą rewolucję autentyczności. Od dzisiaj. Dla jutra. Z powodu Tego, który nigdy nie udawał i pokazał nam jak żyć. Bogdan Pszczoła