A ty się księcia z bajki spodziewałaś?

Zdziwiona Jakiś czas temu jechałem pociągiem z Radomia do Katowic. Podróż jak podróż. Małe miasto. Krótki skład. Nic specjalnego – ani dzień, ani pociąg, ani pasażerowie. Poza jedną pasażerką. Na jednej ze stacji do naszego przedziału wpadła chmura gradowa. Młoda kobieta gwałtownie otworzyła drzwi. Bez słowa podeszłą do najdalszego kąta rzuciła obok torebkę i usiadła. Powiało chłodem. Mina na dość przeciętnej twarzy z trądzikiem jasno sygnalizowała: „bez kija nie podchodź”. Ponieważ wsiadających było niewielu już po kilku minutach pojawił się u nas konduktor. Kobieta nie odpowiedziała na powitanie tylko nie patrząc na niego wyciągnęła rękę z biletem. Po wyjściu konduktora z torebki zaczęły wyłaniać się różnego rodzaju saszetki, pomadki, pędzelki, cienie, kredki, tusze. Dziewczyna nie zwracając uwagi na podróżnych wcierała, poprawiała, malował wpatrując się w lusterko, które postawiła na stoliku. Jakieś 150 g kosmetyków później do naszego przedziału wpakował się ponownie konduktor.

Czytaj więcej...

Rozbity nie znaczy zniszczony

Szogun Ashikaga właśnie usłyszał, że Kenta wrócił do miasta. Był zdziwiony, ponieważ oczekiwał, że natychmiast pojawi się w pałacu – jednak nie dał poznać po sobie rozczarowania. Kazał przyprowadzić go do siebie natychmiast i zajął się bieżącymi sprawami. Niedługo potem usłyszał hałas i do komnaty wwleczono nieszczęsnego handlarza. Wyglądał dokładnie tak jak jego imię. W rękach ściskał drewnianą skrzyneczkę. Yoshimasa wskazał dłonią na pakunek i po chwili trzymał już w rękach drewniane pudełko. Czekał na nią już tyle czasu. Kiedy darowana mu przez ojca miseczka stłukła się – nie zastanawiał się chwili – postanowił wysłać ją do wytwórni ceramiki w Chinach do naprawy. Otworzył pudełko i spod wielu warstw siana i materiału wyjął ulubioną tenmoku-chawan. Patrzył z rozczarowaniem. Nie tego się spodziewał.

Czytaj więcej...

Prawdziwy wojownik

Kilka dni temu przeczytałem artykuł o uzależnieniu od hazardu. Pewna kobieta opowiadała o tym ile wygrała, ile przegrała, jak jej się udawało uniknąć dekonspiracji. Właściwie jej historię czytało się jak dobrą powieść sensacyjną z nieoczekiwanymi zwrotami akcji, śledzeniem, kłamstwem i walką. W tle reszta rodziny, dwójka niepełnosprawnych dzieci, strata majątku, narkotyki, terapia i półtoraroczna trzeźwość. Przeczytałem szybko ten artykuł jednak wciąż miałem wrażenie, że jest tam coś więcej niż dojrzałem na pierwszy rzut oka. Coś nieoczywistego. Spojrzałem ponownie na słowa na ekranie i dopiero kiedy Bóg pokazał mi go, prawie krzyknąłem. To był on. BOHATER. Prawdziwy. Realny. Niesamowity i wyjątkowy. Z innego wymiaru i bajki. Po powrocie do domu nie mogłem powstrzymać się od ekscytacji i od razu z wypiekami na twarzy opowiedziałem o nim Johance.

Czytaj więcej...

Zaraźliwy przykład

Asystent trenera futbolu przyszedł kiedyś do swojego przełożonego i zaproponował wspólny wypad za miasto. Postanowili pojechać na polowanie. Znaleźli duży zalesiony teren, pośrodku któprzykladrego stał wiejski dom. Trener poszedł w kierunku domu, podczas gdy asystent czekał w samochodzie. Kiedy gospodarz otworzył drzwi, trener zapytał go, czy wraz z asystentem mogliby sobie urządzić polowanie na jego terenie. ,,Ach, ja Pana znam!” wykrzyknął farmer „Pan robi świetną robotę. Oczywiście, może pan tu polować, kiedy pan tylko zechce”. Tu przerwał na chwilę, a potem dodał: „A tak przy okazji, dobrze
 się składa, że pan przyjechał. Mamy problem, który mógłby nam pan pomóc rozwiązać. Widzi pan tego osła? Jest chory. Muszę go dobić, a nie mam strzelby. Czy nie zastrzeliłby go pan dla mnie?” Nieoczekiwanie trener postanowił zażartować ze swojego asystenta. Wrócił więc do samochodu i „przerobił” rozmowę z farmerem: „Ten człowiek mówi, że nie ma mowy, żebyśmy polowali na jego terenie i że marny ze mnie trener. Kazał nam się natychmiast stąd wynosić!”

Czytaj więcej...