Nie przestawaj biec

„Kiedy zaczynałam spotykać się z moim przyszłym mężem – miłośnikiem wszelkich sportów – z całej duszy nienawidziłam biegania. Zdobyłam jednak motywację, kiedy okazało się, że jest to świetny sposób, żeby spędzać więcej czasu z moim ukochanym. Siła miłości jest zadziwiająca. On biegał, więc i ja biegałam. Biegaliśmy razem. Ale choć moje uczucie do Arta stale rosło, nie mogę tego samego powiedzieć o zmianie emocji względem biegania. O poranku pierwszego dnia naszego miesiąca miodowego Art wstał z łóżka i radośnie zaproponował, że może byśmy poszli pobiegać.
-Kochanie, ale w jakim celu? Nie cierpię biegać. Jesteśmy już poślubieni, więc nie widzę powodu, bym miała to robić. Znam dużo lepszy sposób na wyciśnięcie z siebie potów, a mianowicie leżenie przy basenie. Może poszlibyśmy poleżeć?
Powinniście zobaczyć minę Arta.”
Tą prawdziwą historię przeczytałem w książce Lysy TerKeurst „Stworzona by pragnąć”. Zadziwiła mnie. Czy podejrzewałem facetów o takie zachowania? Oczywiście! Robimy wiele (albo raczej wielu rzeczy nie robimy) aby zdobyć serce naszej Ukochanej. Potrafimy się ubrać, umyć, czasami nawet uczesać no z tym czesanieprzestawaj_maxm to bym nie przesadzał. Nie plujemy, nie siorbiemy, staramy się trzymać ręce przy sobie. Jesteśmy szarmanccy. Jesteśmy gotowi spijać z ust każde słowo. Jesteśmy gotowi zaspokoić każde niewypowiedziane pragnienie. Ale o kobietach miałem zupełnie inne mniemanie. Myślałam, że tylko my podkoloryzowujemy. Teraz sobie jednak przypominam, błyszczki, cienie do powiek i inne „narzędzia zbrodni”. Któregoś dnia ta rzeka naszego działania wysycha. To dzieje się kilka dni/miesięcy/lat po ślubie a wtedy zaczynamy brodzić w błotku i natrafiać na różne śmieci leżące na dnie wzajemnych relacji. Dlaczego tak się dzieje? Bo przestajemy się starać wychodząc z założenia, że już nie musimy. Bo już osiągnęliśmy nasz cel. Jednak czy naprawdę? Czy celem był ślub z NIĄ /NIM czy życie razem? Aż nas grób nie rozdzieli.
Podobnie jest w relacji z Bogiem. Początek bywa fascynujący a rzeczywistość z czasem staje się szara i błotna. Piotr jeden z apostołów tak pisze o pewnych ludziach:
Umyta świnia znów się tarza w błocie.
2P 2,22b
Co w tym dziwnego, zastanawiam się? Świnie kochają tarzać się w błocie! To część ich natury. Podobnie jak one, mamy tendencję do powracania do starej natury sprzed małżeństwa czy życia z Jezusem. Tendencję do uwalania się w brudzie, do koncentracji na sobie, do szukania przyjemności lub w końcu do robienia nic.
Jeśli właśnie robisz nic, ubolewasz nad tym jak ci jest źle, wkurzasz się i rozbijasz kolejny talerz lub wypłakujesz swoje oczy to pocieszę cię. Nie musi tak być! Możesz zdecydować – ty i tylko ty – że będzie inaczej. Po swojej stronie masz Boga – On chce aby Twoje życie obfitowało w coś cenniejszego niż błotne placki i pokrążone oczy. Poproś go o pomoc w każdej relacji jaką masz. Z Nim samym i z ludźmi. Uwierz Mu. On zna się najlepiej na relacjach – był niezrozumiany, krytykowany i zdradzony wiele razy a jednak nigdy nie przestał kochać i nigdy nie zrezygnował z odzyskania czyjegoś serca. Ucz się od Niego i zwłaszcza po ślubie nie przestawaj biec wspólnie z Nim. To Cię będzie kosztowało – zaangażowanie, finanse, czas – ale warto!

Co lub kto czeka na ciebie za rogiem?

colubktoKilkanaście wieków temu w odległym kraju za trzema rzekami i siedmioma pustyniami żył sobie pewien wieśniak. Właściwie to raczej rzemieślnik mieszkający na wsi bo był miechownikiem pracującym dla miejscowego dymarza. Jak to bywa z ludźmi mieszkającymi na wsi rzeczony tasznik miał kawałek pola, trochę inwentarza i kilka koni. Miał też ukochanego syna, który jednak od szycia skór i rozglądania się za dziewczynami wolał jeździć konno co trochę martwiło ojca, bo z tego pieniędzy ani żadnego pożytku nie było. Któregoś dnia syn zapomniał na noc zamknąć bramy i konie zniknęły. Ludzie na wsi od razu zaczęli mówić:
– To źle, to źle, że te konie uciekły.
– Skąd wiecie, że to źle? – odpowiedział im gospodarz.
Kilka dni później usłyszeli pod domem jakieś odgłosy. Przed bramą stały ubłocone klacze wraz z nowymi końmi – ogierami.
– To dobrze, to dobrze, że te konie uciekły – powiedziano na wsi.
– Skąd wiecie, że to dobrze? – odparł im gospodarz.
Niespokojny syn gospodarza postanowił ujeździć nowe nabytki, ale spadł z konia łamiąc nogę.
– To źle, to źle, że te konie uciekły – mówiono wtedy na wsi.
– Skąd wiecie, że to źle? – konsekwentnie powtórzył gospodarz.
Tydzień później cesarz chcąc podbić sąsiedni kraj powołał wszystkich mężczyzn do wojska. Oczywiście syn gospodarza nie poszedł z powodu usztywnionej nogi.
– To dobrze, to dobrze, że te konie wam wtedy uciekły.
– Skąd wiecie, że to dobrze?
Czasami spotykają nasz różne sytuacje i w zależności od chwili i naszych emocji oceniamy je jako pozytywne lub negatywne. Tymczasem nie wiemy, co jest za rogiem. Nie wiemy co czeka na nas na kolejnej ulicy. Jak Józek. Przez wiele lat był ulubieńcem swoje ojca. Najlepsze ubrania, przyjemne zadania. Doprowadziło to, że jego rodzeństwo znienawidziło go. Postanowili go zabić. „Uratowała” go przejeżdżająca karawana. Uratowała w cudzysłowie bo ocalono mu życie sprzedając jako niewolnika. Kiedy został odkupiony od handlarzy nie było lekko, ale z czasem zyskał zaufanie właściciela i został nawet ustanowiony zarządcą nad domem. Niestety wtedy żona właściciela zauważyła go. Spodobał się jej, a kiedy nie spełnił jej oczekiwań oskarżyła go o próbę gwałtu. Niewinny wylądował w więzieniu. Nie mógł liczyć na sprawiedliwy proces. Nawet jakikolwiek proces. To tylko początek historii, która kończy się niesamowitym finałem wypowiedzią, dla której warto poznać całą historię opisaną od 37 do 50 rozdziału Księgi Rodzaju – zaraz na początku Biblii:
Bóg posłał mnie przed wami, aby zapewnić wam przetrwanie na ziemi i aby wielu zostało zachowanych przy życiu. Tak więc nie wyście mnie tu posłali, ale Bóg, który mnie ustanowił opiekunem faraona i panem jego domu, i władcą całej ziemi egipskiej.
Rdz 45,7-8
To nie ludzie mają ostatnie słowo, ale Bóg. To bracia sprzedali Józefa, ale Bóg użył tego, aby ich wszystkich ocalić. Więc jeśli spotkało cię coś cudownego – ciesz się z tego. Prawdziwa radość to coś głębokiego – więc wskocz tam i zanurz się cały. Spotkało się coś trudnego? Zostałeś fałszywie oskarżony? Odniosłeś porażkę lub zostałeś zraniony, odrzucony? Nie załamuj się. Nie poddawaj. Nie rezygnuj. To nie jest koniec, ale tylko przystanek na drodze, którą ma dla Ciebie Bóg.
– Skąd wiesz, że to dobrze albo źle?
Spójrz jak Józef na swoje życie z innej perspektywy i nie bądź zgorzkniały, ale patrz z pełną nadzieją w przyszłość. Wręcz ciekawością: co lub kto czeka na Ciebie za rogiem?! Na kolejnej ulicy Twojego życia. Dokąd Bóg cię zaprowadzi i co zrobi w twoim życiu?
Bogdan Pszczoła

Powierzchownie

powierzchowniePewnego niedzielnego poranka w pociągu metra miała miejsce dziwna sytuacja. Większość z niewielu zmierzających tego dnia na drugi koniec miasta pasażerów właśnie czytało gazety lub drzemało, kiedy na jednym z przystanków wsiadła grupa składająca się z mężczyzny i kilku małych dzieci. W ciągu niecałej minuty dom wariatów eksplodował. Dzieci biegały tam i z powrotem, krzyczały, strzelając z palców do siebie by następnie siłować się ze sobą na podłodze. Ich ojciec nie zwracał na nie uwagi.
Starsi pasażerowie zaczęli się nerwowo wiercić. Patrzyli za gromadę Hunów i na ich ojca z niemym wyrzutem. „Powinien zrobić cokolwiek aby przywrócić jakiś porządek.” Czuć było w powietrzu jak frustracja widzów narasta. Po dłuższej chwili jeden z mężczyzn siedzący obok nie wytrzymał i bardzo uprzejmie powiedział:
– Przepraszam, czy mógłby pan zwrócić uwagę swoim dzieciom i kazać im wrócić na miejsca i usiąść?
– Wiem, że powinienem zrobić coś z nimi -odpowiedział mężczyzna. – Ale wracamy właśnie ze szpitala. Ich matka zmarła godzinę temu. Po prostu nie wiem co teraz zrobić.
Ta historia pokazała mi jak bardzo się mylę widząc różne reakcje ludzi. Często w sklepie, pracy czy domu spotykamy się z reakcją, która jest niewspółmierna do sytuacji. Zwykła uwaga lub niewinne pytanie wywołuje biały szkwał. Najczęściej wtedy zamiast dopytać czy coś się nie stało – przybieramy reakcję obronną i rzucamy się w wir dyskusji i zaczynamy oceniać ludzi przypisując im złe motywacje.
Kiedy Jezus uzdrowił w sabat człowieka ludzie byli naprawdę źli na niego. Przecież to dzień wolny od pracy! Oni patrzyli na tą sytuację przez swoją perspektywę. Jak osoby w metrze chcieli aby wszystko było uporządkowane, spokojne i poukładane. Jednak Jezus spojrzał na sytuację z innej perspektywy -człowieka, który leży chory od 38 lat. Gdybyś ty tak długo cierpiał czy chciałbyś cierpieć jeszcze jeden dzień? Ja nie! To jak czekanie na rozpakowanie prezentów do pierwszego dnia świąt – zaproponuj to dzieciom w Wigilię zobaczysz jaka będzie ich reakcja!


Nie sądźcie z pozoru, ale sądźcie sprawiedliwie. J 7,24


Jezus nie powiedział aby nie oceniać trudnych dla nas sytuacji i udawać, że nic się nie stało ale aby oceniać je sprawiedliwie – zobaczyć motywacje, emocje i pragnienia, które stoją za czynami lub wypowiadanymi słowami. Nie patrzmy z tylko z pozoru, powierzchownie. Więc kiedy następnym razem ktoś na ciebie krzyknie, burknie lub zaszczeka – nie bierz tego od razu do siebie i nie odpowiadaj pięknym za nadobne. Nie wyj też do księżyca, nie opowiadaj o tym wszystkim przyjaciołom i nie wstawiaj posta na fb. Zrezygnuj z wygody szufladkowania ludzi i bądź tym, który posłucha. Postaraj się wczuć w to co czuje druga osoba. To pomoże Ci lepiej zrozumieć nie tylko innych ale i siebie. Powodzenia!

Historię z metra przeczytałem u Nabeela Jabbura w książce „The crescent through the eyes of the Cross”

Siła proszenia

marszrutka_bKilka lat temu pojechałem z dziećmi do parku na rolkach. Oczywiście z powodu braku czujnego oka mojej drogiej Małżonki granice bezpieczeństwa zostały ustalone w sposób odpowiedni do dziecięcej wyobraźni ojca. Przecież damy radę! Zjechaliśmy ze sporego wzniesienia w dół z odpowiednio wysoką dawką adrenaliny i bez kosztów dodatkowych. Niestety na dole było zbyt wiele rzeczy (czyt. budek z różnościami) aby patrzeć pod nogi. Przecież pokonaliśmy właśnie długi zjazd najeżony nierównościami, patykami i krawężnikami – jesteśmy najlepsi. Więc głowy do góry!
Wtedy mój syn Michał wywalił się. Nie przewrócił się i nie upadł, ale normalnie i klasycznie się wywalił. To było coś co faceci potrafią robić w każdym wieku w równie spektakularny sposób. Nagle jego kolano zmieniło barwę na krwistoczerwoną. Gorączkowo uspokajałem krzycząca latorośl szukając jednocześnie po kieszeniach jakiś chusteczki aby zatamować fontannę krwi która korzystając z okazji uciekała pod ciśnieniem powietrza wyrzucanego z płuc. Niestety nie było żony więc nie było chusteczek. Była za to córka – więc spytałem ją czy nie ma chusteczki – ona pokręciła głową po czym szybko powiedziała:
– Ale załatwię.
Podbiegła do pierwszej budy i już po chwili wracała z naręczem chusteczek. Po chwili syrena alarmowa została wyłączona. Operacja się udała – pacjent pojechał dalej.
– Jak to zrobiłaś?
– Co?
– No te chusteczki.
– Poprosiłam. A co? – po jej minie nie miałem już odwagi zadać kolejnego głupiego pytania.
Siła proszenia.
Kiedy przypominam sobie tę sytuację widzę, że Lidia potrafiła od dziecka wszystko załatwić. Kiedy chciała gdzieś wejść w miejsce zabronione dla publiczności to zamęczała mnie:
– Dlaczego Tatusiu nie spytasz czy można?
– Bo napisane tu jest, że nie można.
– Ale spróbuj może nam pozwolą – mówiła wtedy z uśmiechem.
Odwiedziłem dzięki temu wiele miejsc, które wydawały mi się niedostępne. Proszenie to sztuka, której my faceci nie potrafimy opanować. Dlaczego nie prosimy? Chyba dlatego, że czujemy się mali i niedowartościowani – poproszenie brzmi trochę jak przyznanie się do niekompetencji, nieprzygotowania, nieplanowania, braku tic-taców i jeden Bóg wie czego jeszcze. Nie znam innego podobnego do nas narodu, który z jednej strony, tak bardzo lubiłby pomagać a jednocześnie tak bardzo nie lubi prosić o pomoc.
Jezus dając nam powody aby prosić Boga o pomoc używa przykładów proszenia z życia. Wdowa która szukała sprawiedliwości przed sędzią (Łk 18) czy sąsiad któremu zabrakło chleba (Łk 11) otrzymali to czego potrzebowali bo … prosili. Kiedy Jezus powiedział:
Proście, a będzie wam dane, szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam. Każdy bowiem, kto prosi, otrzymuje, a kto szuka, znajduje, a kto kołacze, temu otworzą. Mt 7,7-8
Jestem pewien, że nie miał na myśli jedynie modlitwy. Te podawane z życia przykłady miały zobrazować nam zasadę – jeśli nie prosisz nie otrzymujesz. Sam nie masz wszystkiego i nie musisz – mówi Stwórca – bo masz wokół siebie innych, którym dałem czego potrzebujesz.
Jechałem ostatnio marszrutką. To taki mały autobusik na Ukrainie. Nie ma tam biletów. Płaci się kierowcy gotówką. Ale ludzie zamiast podejść te kilka kroków do kierowcy, tykają innych siedzących w ramię i podają pieniądze. Ci tykają następnych i 5 hrywien przemyka przez łańcuch proszących i proszonych. Kiedy doszło do mnie wstałem i podszedłem do kierowcy. Ominąłem kolejnych. Rozległy się komentarze i widziałem zdziwione twarze. Niezależność to coś na co nie stać Cię w biednym kraju trawionym wojną. Bóg chce abyśmy byli zależni od niego i siebie nawzajem bo to buduje relację i wspólnotę.
Zacznij prosić innych o pomoc. Przestań udawać, że umiesz wszystko. Oboje wiemy, że nie umiesz – fałszywe poczucie wartości rozbije się jak szklanka o podłogę kiedy twoja niekompetencja wyjdzie na jaw. Zróbmy próbę – poproś dzisiaj kogoś o pomoc i zobacz co się wydarzy. Jestem pewien, że proszenie zmieni ciebie i innych.
Bogdan Pszczoła