Czysty czy szczęśliwy

dzieckoW czasie mojego życia przebywałem w różnych miejscach. Zdarzyło mi się parokrotnie odwiedzić nawet piaskownice i place zabaw. Uderzające jest dla mnie jak często słychać tam te słowa:
Uważaj bo się ubrudzisz!
Nie właź tam bo sobie coś zrobisz!
Nie ruszaj!
Nie biegaj!
Nie dotykaj!   Bo się ubrudzisz, zranisz, przewrócisz i jeden Bóg wie co jeszcze.
Tak jak niegdyś tresowano pchły dzisiaj tresuje się dzieci. Aby wyrosły na „porządnych obywateli”. Żadnego ryzyka, żadnych kosztów a w konsekwencji żadnej radości. Prawie roboty.
Kiedyś odwiedziliśmy znajomych, których dzieci wydawały się szczęśliwe i spytałem ich o sekret sukcesu rodzicielskiego. Usłyszałem z uśmiechem wypowiedziane słowa:
Szczęśliwe dzieci to brudne dzieci.
Im dłużej o tym myślałem tym więcej prawdy w tym widziałem. Czy pamiętasz jak po burzy łaziło się na bosaka ulicami? Jak budowało się tamy? Jak rzucało się piaskiem w przeciwnika próbującego przejąć wykopana przez ciebie dziurę w piaskownicy? Ile radości było z myszkowania po rowach w poszukiwaniu skarbów i śmiechu w czasie ucieczki z drzewa po przyłapaniu na zrywaniu czereśni?
Dzieciństwo nie powinno być wypełnione sztywnymi kołnierzykami i musztrą. Bezpieczną miską i bezpiecznym kubkiem. Tylko dlatego, że nam dorosłym wtedy jest łatwiej i przyjemniej. Abyśmy mogli się zająć sobą i naszymi dorosłymi sprawami: postami na fb, słuchaniem muzyki i oglądaniem filmików na vine.
Życie dzieciaków powinno być jak najbardziej twórcze, pełne odkryć i niebezpieczeństw – bo tylko wtedy dziecko może nauczyć się pokonywać przeszkody. Poznać siebie i innych. Doświadczyć przygody i zwycięstwa. Maria i Józef na pewno byli dobrymi rodzicami jednak nie ograniczali Jezusa. Dopiero po całym dniu podróży z Jerozolimy zorientowali się, że ich synka nie ma wśród pielgrzymów (sic). Trzy dni zajęły im poszukiwania. Łukasza 2 rozdział.
Więc jeśli masz syna lub córkę nie trzymaj go pod kloszem. Może nie zostawiaj na cały dzień ale zrób z nim coś brudnego dzisiaj! Może zróbcie błotko, pomalujcie obraz palcami, ulepcie coś z gliny – z braku środków i pomysłów macie poprzewracajcie się na podłodze i wytrzyjcie sobą różne kąty. Pozwól dziecku wejść pod prąd na zjeżdżalni, wspiąć się wyżej niż inni na linach i samodzielnie rozwiązać konflikt z innym małoletnim zdobywcą – niech próbują dogadać się do pierwszej krwi (nie liczy się krew z nosa). Może cię to przeraża ale czy podwórko nie ukształtowało niektórych twoich najlepszych cech? Nie okradaj kolejnego pokolenia. Szczęśliwe dzieci to prawdziwi ludzie.
Bogdan Pszczoła

Pozwól Bogu użyć Cię!

W 1950 roku wybuchła w Korei wojna. Komuniści nie mogąc w demokratyczny sposób zdobyć władzy na całym półwyspie wspierani przez Związek Radziecki aby ją przejąć zbrojnie rozpoczęli wojnę domową. Rząd Korei poprosił o pomoc ONZ i wkrótce wielu żołnierzy przystąpiło do walki o wolność. Pod egidą ONZ walczyli żołnierze z 15 krajów: Wielka Brytanii, Australii, Belgii, Kanady, Kolumbii, Etiopii, Francji, Grecji, Luksemburga, Nowa Zelandii, Filipin, Związku Południowej Afryki, Tajlandii, Turcji i Stanów Zjednoczonych. Wielu z nich ginęło na froncie. Większość nie znała Boga. Dlatego w 1952 roku do Korei przyleciał Everett Swanson. Chciał głosić żołnierzom ewangelię. W czasie krótkiego pobytu miał wiele spotkań z wojskowymi ale tym co wstrząsnęło nim do głębi to dramatyczna sytuacja dzieci w czasie tego konfliktu. Porzucone, głodne, bezbronne. Ich bezradność i brak nadziei w porównaniu do zamożności tego co mają Amerykanie na co dzień stanowił ogromny kontrast. Everett poczuł gniew – niezgodę na to co się dzieje. Jak kiedyś nazwał to jeden z biblistów – „święte niezadowolenie”. Nie mógł i nie chciał przejść nad tym do porządku dziennego. Nie pomyślał: „takie jest życie”, „po prostu miały pecha”, „znalazły się w złym miejscu i czasie” ale postanowił coś z tym zrobić. Kiedy widzisz coś co nie jest zgodne z Bożym pragnieniem to musisz zareagować. Już na miejscu dopomógł jednemu z sierocińców a po powrocie do domu zorganizował spotkanie by opowiedzieć o tym co widział. Emocjonalnie spytał wtedy obecnych:

„Widząc te ogromne potrzeby i niezrównane możliwości tej ziemi co ty zamierzasz z tym zrobić?”

Otrzymał wtedy tylko 2 czeki (na $50 i $1000). Tak rozpoczęła się historia jednej z najbardziej niezwykłych organizacji misyjnych na świecie – Compassion.

Compassion dzisiaj zaspokaja duchowe, fizyczne, społeczne i edukacyjne potrzeby 1,5 mln sierot i ubogich dzieci na całym świecie. Wiele z nich to porzucone i chore na AIDS maluchy z Afryki i Azji. Dzięki zebranym funduszom sieroty mają możliwość usłyszenia ewangelii ale nie tylko – otrzymują również posiłki, szkołę, leczenie etc. Tylko 2014 roku Compassion zebrała na pomoc ponad 720 mln dolarów.

To coś niesamowitego jak święte niezadowolenie z tego co zobaczył Everett wciąż zmienia świat – dotykając ludzi w różnych krajach nie tylko w Korei. Czy jest coś co ciebie tak porusza?

Pewien prowincjusz z Azji Mniejszej przyjechał do jednego z największych miast swoich czasów – Aten. Idąc ulicami miasta widział mnóstwo bożków, posągów i miejsc kultu. Był mocno wzburzony (BWP). Zaczął więc rozprawiać ze wszystkimi, którzy chcieli słuchać – apogeum nastąpiło w czasie mowy na Areopagu. Miał na imię Paweł. Tego dnia dla Dionizosa, Damaris i innych zaczęło się nowe życie. Możesz poczytać o tym w 17 rozdziale Dziejów Apostolskich.

Everett i Paweł dzięki wrażliwości i możliwości danych im przez Boga dali nowe życie wielu ludziom. A ty? Jesteś gotów aby coś zrobić? Czy masz pasję która Cię rozpala? Co to jest? Zapal nią innych i bądźmy światłem!

Bogdan Pszczoła

Lepiej, żeby cię nie było?

lepiej„W badaniach przeprowadzonych przez Uniwersytet Kolumbii zauważono, że dzieci wychowywane przez samotne matki miały się lepiej, niż te, o które w domu nie troszczył się ojciec.” (E. Cole „Maksimum męskości”). Dlaczego tak jest? Dlaczego brak ojca jest lepszy? Prawdopodobnie dlatego, że w świadomości dziecka jest myśl „gdzieś jest Tata” nie pozwala mu zbudować zdrowej relacji z innym mężczyzną w otoczeniu: wujkiem, dziadkiem lub kimś trzecim. Taka relacja jest niezbędna w kształtowaniu wartości i tożsamości młodego człowieka, ale dziecko nie wpuści nikogo do swojego świata bo ma nadzieję, że coś się zmieni. Ma nadzieję na otrzeźwienie Taty. Odpowiedzią na wyzwanie jakim dla nas facetów jest to badanie nie jest bynajmniej ucieczka i rozwód. Nie chodzi o to aby zostawić żonę i dzieci bo wtedy będzie im lepiej. To nie jest rozwiązanie – „dzieci, których rodzice się rozwiedli, nigdy nie dochodzą do siebie” pisze Joann Webster w swojej książce „The Unexpected Legacy of Divorce” („Nieoczekiwany spadek otrzymany w wyniku rozwodu”). Rozwiązanie dla nas Panowie jest gdzie indziej – przestań flirtować z pracą, ciągle myśleć o sobie, szukać wymówek i zaangażuj się naprawdę w budowanie więzi z żoną i dziećmi. Przestań uciekać. Nie myśl, że nie zbierzesz tego co posiałeś. Zbierzesz – „kto w swoim domu sieje zamieszanie, dziedziczy wiatr.” Przy 11,29a To tylko kwestia czasu. Bunt, kradzieże, alkohol, narkotyki, seks. Coś musi wypełnić pustkę po Tobie. Zwrócić Twoją uwagę. Poczęcie jest momentem. Ojcostwo resztą Twojego życia. To czy jedno i drugie będziesz dobrze wspominał zależy od decyzji jakie podejmujesz każdego dnia. Więc wstań i walcz od dzisiaj o jutro! Bogdan Pszczoła

Zaatakowani przez bramy

zaatakowni przez bramęWiedzieli, że tak będzie. Przecież Król to zapowiedział. „Rozpoczęło się”. Zbili się w gromadę. Zaczęli zastanawiać się nad tym jaką przyjąć strategię obrony. Co może im pomóc w przygotowaniu na spodziewany atak. Słyszeli szczęk broni dochodzący zza muru i ten ryk mrożący krew w żyłach. Postanowili wystawić straże, nie opuszczać obozu, zerwać kontakty z obcymi, sprawdzać kilkakrotnie tożsamość nowo przybywających. Określić jasno standardy wojowania, wyeliminować nieczyste pchnięcia, naostrzyć ponownie broń, dołożyć do zbroi kolejne ubezpieczenia, misiurkę na szyję, kolczugę, ozbroić nogi.

Zaatakowani przez bramy.

Większość z Was pewnie słyszała to pytanie i dowcipną odpowiedź: Co ma na szyi rycerz? Zakuty łeb. Mam wrażenie, że to nie tylko dowcip. Ku mojemu zaskoczeniu wielu z nas drży na myśl o możliwym ataku bram piekielnych. To chrześcijanie, którzy chronią się w swoich domkach i kościołach przed domniemanym zagrożeniem opisanym w Ewangelii Mateusza 16,18: „A ja ci powiadam, że ty jesteś Piotr, i na tej opoce zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne nie przemogą go.” Czy mają powody? Nie! Bez względu na denominację i wyznanie chrześcijańskie wszyscy zgadzają się z tym, że budowniczym kościoła (społeczności wywołanych) jest Pan Jezus. Jednak część osób – nie wiem doprawdy dlaczego – uważa, że następne słowa są obietnicą, że Pan Jezus obroni swój kościół przed agresją bram. Jednak nawet dla dziecka ten fragment w żadnym z dostępnych mi tłumaczeń ani oryginale nie sugeruje niczego takiego. Nie słyszałem jeszcze o nikim kogo brama by zaatakowała. Brama służy obrońcom do obrony przed atakiem. Nie jest narzędziem agresji ale ochrony. W tej wypowiedzi Jezusa, kościół nie jest w defensywie ale ofensywie. To nie bramy go atakują ale to Kościół – społeczność wywołanych (tłumaczenie interlinearne) – atakuje bramy piekielne aby uwolnić ludzi trzymanych w okowach strachu, lęku, grzechu czy uzależnień. Obietnica brzmi: piekło nie będzie w stanie przeciwstawić się i zatrzymać Kościoła głoszącego ewangelię. To nie oznacza, że nie mamy wrogów i nie oznacza braku walki. Nie oznacza, ze za tymi bramami nie stoją zwierzchności i moce. Nie oznacza, że mogę ich zaatakować motyką. Oznacza, że zwycięstwo należy do Chrystusa a ja mam przygotować się do boju i wypełniać Jego polecenia. Więc? „Rozpoczęło się”. Zebrali się w kole aby się modlić. Zaczęli zastanawiać się nad tym jaką przyjąć strategię ataku. Szczęk broni dochodzący zza muru i ten ryk mrożący krew w żyłach pobudzał ich do powierzenia się Bogu. Postanowili ubrać całą zbroję Bożą, przygotować drabiny i tarany mające pomóc w forsowaniu muru i bramy. Płacz i zawodzenie zza muru dodawało im sił. Szli by dać przebaczenie, światło, wolność, pokój i radość. Byli gotowi na trudności, pot, łzy i głęboko wierząc Temu, który ich posłał do boju – Panu Panów i Królowi Królów – Jezusowi.

Bogdan Pszczoła