Kilka dni temu przeczytałem artykuł o uzależnieniu od hazardu. Pewna kobieta opowiadała o tym ile wygrała, ile przegrała, jak jej się udawało uniknąć dekonspiracji. Właściwie jej historię czytało się jak dobrą powieść sensacyjną z nieoczekiwanymi zwrotami akcji, śledzeniem, kłamstwem i walką. W tle reszta rodziny, dwójka niepełnosprawnych dzieci, strata majątku, narkotyki, terapia i półtoraroczna trzeźwość. Przeczytałem szybko ten artykuł jednak wciąż miałem wrażenie, że jest tam coś więcej niż dojrzałem na pierwszy rzut oka. Coś nieoczywistego. Spojrzałem ponownie na słowa na ekranie i dopiero kiedy Bóg pokazał mi go, prawie krzyknąłem. To był on. BOHATER. Prawdziwy. Realny. Niesamowity i wyjątkowy. Z innego wymiaru i bajki. Po powrocie do domu nie mogłem powstrzymać się od ekscytacji i od razu z wypiekami na twarzy opowiedziałem o nim Johance. Kobieta, która wpadła w sidła uzależnienia na co dzień zajmowała się niepełnosprawnym dzieckiem. Jej mąż, nie narzekał – miał rodzinę i zarabiał na utrzymanie domu. Nie było im łatwo z trójką dzieci, ale walczył. Pomimo trudności – facet nie zrezygnował. Wtedy okazało się, że drugie dziecko jest autystyczne. To spowodowało ogromne napięcia w domu, które przełożyły się na ucieczkę żony w hazard. Jednak ten się nie wycofał. Trwał na posterunku. Po pracy wieczorami zajmował się dziećmi, aby żona mogła odpocząć od obowiązków i spotkać się z ludźmi. Kilka miesięcy później okazało się, że ich nastoletnie córka uzależniła się od narkotyków. Uciekła z domu i spała na dworcach. To nie złamało tego faceta. Wziął się w garść i zaczął walczyć o córkę. O życie dla niej. Podczas gdy pojechali po córkę do Holandii, aby ratować córkę przed prostytucją, jego żona przyznała się do tego, że jest uzależniona od hazardu i że mają długi. Cios za ciosem. Jedna walka za drugą. Jednak on się nie poddał. Jak prawdziwy WOJOWNIK stanął, by bronić swojego małżeństwa i rodziny. Zajmował się dziećmi, woził żonę na terapię. Nawet kiedy musieli sprzedać mieszkanie, aby pokryć długi hazardowe żony nie wycofał się. Był przy niej. Wziął na siebie część winy. Troszczył się i walczył. Zanim przeczytałem tę historię myślałem, że nie mam zbyt wielu powodów do zadowolenia. Nie zbudowałem domu, nie zasadziłem drzewa, mój samochód jest porysowany i ma sporo rzeczy do wymiany. Zmagam się z finansami, dziećmi, opieką nad teściem, zdrowiem. Kilkoro z ludzi, których uważałem za przyjaciół okazało się, że nimi nie są. Wydawało mi się, że mam problemy, ale kiedy poznałem historię tego małżeństwa poczułem jak bardzo jestem niewdzięczny. Jak nie doceniam tego co mam. Mojej Johanki i bliskich. Prawdziwych przyjaciół, których poznaje się kiedy jesteś w tarapatach. Boga, który cierpliwie słucha moich monologów. Trzeba to powiedzieć jasno: jestem narzekającym i skoncentrowanym na sobie bubkiem. Jest taki fragment w Biblii kiedy apostoł Paweł wymienia trudności z jakimi się zmagał: Jako niespełna rozumu to mówię; daleko więcej ja, więcej pracowałem, częściej byłem w więzieniach, nad miarę byłem chłostany, często znajdowałem się w niebezpieczeństwie śmierci. Od Żydów otrzymałem pięć razy po czterdzieści uderzeń bez jednego, trzy razy byłem chłostany, raz ukamienowany, trzy razy rozbił się ze mną okręt, dzień i noc spędziłem w głębinie morskiej. Byłem często w podróżach, w niebezpieczeństwach na rzekach, w niebezpieczeństwach od zbójców, w niebezpieczeństwach od rodaków, w niebezpieczeństwach od pogan, w niebezpieczeństwach w mieście, w niebezpieczeństwach na pustyni, w niebezpieczeństwach na morzu, w niebezpieczeństwach między fałszywymi braćmi. W trudzie i znoju, często w niedosypianiu, w głodzie i pragnieniu, często w postach, w zimie i nagości. II Kor 11,23b-27 To są życia wojowników. Trudności dla twardzieli. Próby charakteru. Pawła i mężczyzny, którego imię nawet nie pojawia się w artykule. To ciekawe, że prawdziwy bohater jest tam tylko tłem. Ja mam za co dziękować: moje dzieci są zdrowe, nie jesteśmy uzależnieni, Bóg uratował Johankę od raka. Mamy rodzinę, która trzeszczy, ale też piszczy i śmieje się. Mamy dach nad głową i samochód, który możemy sprzedać – jak się znajdzie kupiec 😉 Mamy dach nad głową i jeśli dalej będziemy płacić raty to za 16 lat pozbędziemy się hipoteki. Nie mamy innych kredytów, zobowiązań, leasingów. etc. Mamy Boga, który dał nam życie i nadał mu kierunek. – Czym ty się tak przejmujesz Bogdan? – wciąż pyta mnie żona. No właśnie: Czym ty się tak przejmujesz? Historia tego bezimiennego bohatera pokazała mi to, co dzieje się w moim sercu – jest niezadowolone i niewdzięczne z tego co ma. Łatwo się poddaję i co chwilę przychodzę do Boga na skargę – Dlaczego MNIE to spotkało? Nie chodzi o to, żeby nie rozmawiać z Bogiem, ale o coś innego o właściwą perspektywę. Jestem jak dziecko, które rozpacza z powodu koloru lizaka – chciałem zielony zamiast czerwonego! Jeśli jak ja zachorowałeś na niewdzięczność i koncentrację na sobie mam 2 odtrutki: 1. Wypisz sobie 5 rzeczy, za które jesteś naprawdę wdzięczna/y Bogu ( i nie chodzi tu o politycznie poprawną wdzięczność. Jeśli jesteś bardziej wdzięczny za Harleya w garażu niż za płacząca nocami córkę to nie wpisuj córki. Dorośniesz to podziękujesz też za córkę ;). Powiedz 3 osobom (żona/mąż się liczy – to jedna z wielu korzyści z małżeństwa) o tym, że/jak jesteś wdzięczny. 2. Rozejrzyj się wokoło – prawdopodobnie w twoim otoczeniu jest jakiś bezimienny bohater/bohaterka. Powiedz mu o swoim podziwie i spytaj jak możesz pomóc. I pomóż (wydawało mi się oczywiste, ale na wszelki wypadek dopiszę). Nawet pojedyncza pomoc może być ożywcza dla bohatera. Jeden wolny wieczór dla małżeństwa z gromadką dzieci to gwiazdka z nieba. Najważniejsze jednak, że możesz zobaczyć siebie w lustrze i możesz uczyć się wdzięczności za wszystko co dostałeś 🙂