Kilka dni temu przeczytałem artykuł o uzależnieniu od hazardu. Pewna kobieta opowiadała o tym ile wygrała, ile przegrała, jak jej się udawało uniknąć dekonspiracji. Właściwie jej historię czytało się jak dobrą powieść sensacyjną z nieoczekiwanymi zwrotami akcji, śledzeniem, kłamstwem i walką. W tle reszta rodziny, dwójka niepełnosprawnych dzieci, strata majątku, narkotyki, terapia i półtoraroczna trzeźwość. Przeczytałem szybko ten artykuł jednak wciąż miałem wrażenie, że jest tam coś więcej niż dojrzałem na pierwszy rzut oka. Coś nieoczywistego. Spojrzałem ponownie na słowa na ekranie i dopiero kiedy Bóg pokazał mi go, prawie krzyknąłem. To był on. BOHATER. Prawdziwy. Realny. Niesamowity i wyjątkowy. Z innego wymiaru i bajki. Po powrocie do domu nie mogłem powstrzymać się od ekscytacji i od razu z wypiekami na twarzy opowiedziałem o nim Johance.