Dwa lata temu postanowiłem zrealizować jedno z moich marzeń z Bucket List – popłynąć jachtem w rejs morski. Sprawa była z jednej strony prosta – mój przyjaciel jest kapitanem i niesamowicie ogarniętym gościem, więc dość szybko podchwycił pomysł i wszystko zaplanował. Wyznaczyliśmy cel – szwedzką Gotlandię. Wynajęliśmy jacht. Skompletowaliśmy załogę. Z drugiej strony muszę się przyznać, że byłem prawdziwym szczurem lądowym. To, że nie miałem żeglarskich uprawnień to nic. Całe moje doświadczenie w pływaniu jachtem: raz przez godzinę pływałem po zalewie jako pasażer. Miałem za to dużo entuzjazmu, to miała być moja wymarzona PRZYGODA! Już na miejscu zacząłem się zastanawiać jak załatwić sobie dobrą koję (to takie łóżko, ale na morzu wszystko nazywa się inaczej: jadalnia to mesa, kuchnia to kambuz). Świadomość spędzenia tygodnia w zamknięciu z innymi powodowała u mnie przyspieszoną prace mózgu, aby zabezpieczyć sobie najlepszy wypoczynek czyt. łoże. Okazja przytrafiła się nader szybko: przy odbiorze wynajmowanego jachtu (który okazał się pływającym zabytkiem) mogli uczestniczyć wprawdzie tylko kapitan i pierwszy oficer, jednak jako organizator wyprawy wkręciłem się z nimi na pokład. Obejrzałem to i owo i wybrałem sobie najlepszą górną koję w kubryku i zaznaczyłem ją moją kurtką. Po odbiorze przeszliśmy na budynku portu na odprawę, by ustalić szczegóły. Kapitan wybrał oficerów wachtowych i dobrano do nich nas czyli żółtodziobów. Po odprawie mogliśmy wejść na pokład. Ku mojemu przerażeniu okazało się, że pierwszeństwo przy wyborze koi mają oficerowie. Pocieszałem się, że przecież mam już zajętą, więc pewnie wybiorą inną. Szybko dotarłem na miejsce. Do kurtki dołożyłem plecak i stanąłem, by oznajmić „To moje miejsce”. Na szczęście obyło się bez walki. Widać moja zdecydowana postawa odstraszyła pretendentów do najlepszego miejsca na statku. Było mi tylko żal jednego faceta, który nie był wystarczająco przebiegły i musiał spać na rozkładanej ławie w mesie. To było najgorsze miejsce – musiał rozkładać i składać rzeczy dwa razy dziennie a w ciągu dnia nie miał możliwości położyć się. To oznaczało też wcześniejszą pobudkę by przygotować śniadanie i zasypianie kiedy wszyscy zmęczyli się rozmowami i śpiewem i opuścili mesę. Beznadzieja. Było mi go naprawdę żal. Gdzieś tam mi świtała myśl, że Jezus radził nam postępować inaczej: Następnie, gdy zauważył, jak obierali pierwsze miejsca, powiedział do zaproszonych podobieństwo, tak do nich mówiąc: Gdy cię ktoś zaprosi na wesele, nie siadaj na pierwszym miejscu, bo czasem zjawi się ktoś znaczniejszy od ciebie, także zaproszony, wtedy przyjdzie ten, który ciebie i tamtego zaprosił i powie ci: Ustąp temu miejsca; i wtedy ze wstydem będziesz musiał zająć ostatnie miejsce. A gdy będziesz zaproszony i pójdziesz, usiądź na ostatnim miejscu, gdy zaś przyjdzie ten, który cię zaprosił, rzecze do ciebie: Przyjacielu, usiądź wyżej! Wtedy doznasz czci wobec wszystkich współbiesiadników. Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony. Łk 14,7-11 To może działało wtedy, ale dzisiaj wszyscy wiemy: Jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz. Ja wolę moją zaciszną koję w kubryku. Myśląc o tym zszedłem z jachtu, by pomóc pierwszemu oficerowi i paru innym załogantom wnieść na pokład nasze zapasy żywności. Kiedy po załadunku wszystkich ziemniaków, warzyw i dziesiątków puszek i innych rzeczy (niewiarygodne ile faceci potrafią zjeść w tydzień czasu!) wróciłem do kajuty, by rozłożyć sobie posłanie, natknąłem się na mrożący krew w żyłach obrazek. Pierwszy właśnie zdejmował moje rzeczy z koi i rozkładał na niej swoje. „To moje miejsce!” chciałem krzyknąć, ale oficer miał do tego pełne prawo. On ma większą odpowiedzialność i pierwszeństwo. Reguły były jasne. Jako zwykły załogant musiałem się podporządkować. Kiedy przez moment chciałem oponować, przypomniałem sobie, że on zamiast jak ja wybierać sobie najlepsze posłanie, wnosił na pokład nasze zapasy i zrobiło mi się po prostu głupio. Zabrałem rzeczy i podreptałem do mesy i by zająć drugą rozkładaną ławkę. Zdałem sobie wtedy sprawę z kilku rzeczy: 1. Jezus ma rację. 2. Kiedy Jezus nie ma racji patrz punkt 1. 3. Prawdziwi przywódcy dbają o innych zanim zadbają o siebie. 4. Za większą odpowiedzialnością idą większe profity. 5. Nie zawsze najwygodniejsze miejsce jest dla Ciebie najlepsze. Spanie na ławce w mesie było okazało się wybawieniem dla mnie, ale to już inna morska opowieść. Bogdan Pszczoła