W Wigilię Bożego Narodzenia 1914 roku, podczas I wojny światowej, na zachodnim froncie wydarzyło się coś niezwykłego. Żołnierze niemieccy zaczęli śpiewać kolędy, na co odpowiedzieli im Brytyjczycy i Francuzi. Z okopów zaczęły padać świąteczne życzenia, a wkrótce żołnierze wyszli na ziemię niczyją bez broni.
Przez kilka godzin, a miejscami przez cały dzień Bożego Narodzenia, wrogowie podawali sobie ręce, wymieniali drobne prezenty, wspólnie grzebali poległych i rozmawiali jak ludzie, nie jak przeciwnicy. W niektórych miejscach rozegrano nawet prowizoryczny mecz piłki nożnej. Niestety rozejm ten nie był oficjalny i następnego dnia walki zostały wznowione. Padły kolejne ofiary.
Błogosławieni, którzy czynią pokój, albowiem oni synami Bożymi będą nazwani. Mt 5,9
Czasami tak jest również w rodzinach. Chwilowy rozejm z powodu świąt. Uśmiechamy się na zewnątrz, a jednak w sercu nosimy zadrę. Może tym razem zróbmy inaczej. Skorzystajmy z tej okazji, aby pogodzić się na dobre. Przebaczyć. Przeprosić. Wiem to nie jest łatwe. Ale jest to dobry początek.
Wszystko zaczyna się od pokoju z Bogiem. Potem łatwiej, z Jego pomocą, uczynić to samo w relacjach z ludźmi. Taki prawdziwy pokój, trwały i pełen miłości to jeden z najlepszych prezentów, jakie możemy dać w te święta. Śpiewajmy kolędy, śmiejmy się, rozpraszajmy napięcia, chmury nad głowami i troski dnia codziennego. Niech ten czas będzie dla nas o Nim, a nie tylko dla ciepłego karpia.
111 lat temu grupa żołnierzy wyszła z okopów, by uczcić Zbawiciela i do dziś to wspominamy. Niech dla naszych bliskich będą to święta, które zapamiętają i do których po latach będą wracać z uśmiechem.
Zrobiliśmy to w zeszłym roku i były to święta, które wciąż wspominamy.






